niedziela, 7 kwietnia 2013

Ufff mała przerwa

Przez paręnaście dni nie pisałam nic, nie miałam w ogóle czasu. Mam nową pracę, pierwszą poważniejszą w sumie. Od 7 do 17 nie ma mnie w domu, jak wracam to właściwie na niewiele mam ochotę, trochę odpocznę, zjem obiad, coś obejrzę albo poczytam książkę i już zaraz idę spać. Tak mijają dni.
Wielkanoc w ogóle nie była dietetyczna, ale nie mam się w ogóle co dziwić. W moim domu nie da się przemycić mniej kalorycznych potraw, a już na pewno nie w okresie świąt. Jedyne co mi się udało to nie jeść pieczywa, dzięki czemu zaoszczędziłam sobie trochę kalorii, chociaż też nie jakoś spektakularnie dużo.
Nie zwracałam też uwagi przez te ostatnie 2 tygodnie w pracy na jedzenie. Nie wpieprzałam też jakiś mega dziwnych rzeczy (grzechem była kanapka z parówką kupiona w pracy ), odkryłam też, że nieźle mi smakują sałatki ze świeżych warzyw z kurczakiem. W tym tygodniu mam pewien konkretny plan i postaram się go trzymać całe 5 dni. Rano nie jem śniadania w domu, to dla mnie za wcześnie (wstaję o 6, o 7 wychodzę). Postanowiłam brać ze sobą do pracy serek wiejski i domową sałatkę. W tym tyg jedzeniem w pracy będzie:
Rano serek wiejski light, w ciągu dnia kawa, koło 12:30 domowa sałatka ze świeżych warzyw z kurczakiem. Po pracy w domu jakiś obiad, zobaczymy co tata upichci. Osobiście po pracy już mi się nie chce gotować.
Ciekawe jak wyjdzie. Na razie bilans wagi nie jest zły, w sumie w porównaniu do 2 tygodni wstecz straciłam kilogram, co nie jest sukcesem ale na szczęście nie jest porażką. Zważę się jutro rano a później w kolejny poniedziałek i zobaczymy co wyjdzie.
Białe gówno powoli topnieje więc jest nadzieja na nordic walking i rower. Było by przyjemnie rozruszać w końcu ten utuczony, leniwy organizm.
Nie wymagam cudów ale... coś trzeba zmienić prawda?
Alleluja i do przodu. Albo cycki do przodu - to już jak kto woli generalnie.

niedziela, 17 marca 2013

Małe grzeszki i pomysł na codzienne ćwiczenia

Dwa dni temu zrobiłam na obiad pyszne i niskokaloryczne ale sycące klopsiki w sosie cebulowo porowym a TUTAJ macie przepis :) Wyszły bardzo smaczne, delikatne, mięciutkie.
Ostatnio na śniadanie zajadam serki wiejskie z warzywami, wprawdzie po niecałych dwóch godzinach już jestem głodna niestety. Może powinnam jeść je z bułką grahamką?
Zastanawiałam się też na jedzeniem, które można zabrać do pracy i myślę, że mam już niezłe pomysły. Na drugim blogu (tastyplanforlife.blogspot.com ) zrobię dział o jedzeniu do pracy, które ma być zdrowe i sycące. Najpierw jednak przez tydzień lub dwa będę testowała wszystkie moje pomysły :)

Wczoraj było małe grzeszenie. Wybraliśmy się z M. na zawody w karate i kung fu do naszego przyjaciela. Byliśmy tam od 14:30 do 20 i dosłownie na koniec umieraliśmy z głodu. Wracając we trójkę do domu postanowiliśmy skoczyć na pizzę i piwo. Wiem już w tkwi problem w lokalach i jedzeniu na mieście. Pizza prawie zawsze i w prawie każdym miejscu smakuje mi bardzo. Rzadko zdarza się, że kucharz nie potrafi zrobić jej dobrze. Natomiast jeśli chodzi o sałatki jest zupełnie odwrotnie. Spotkałam się może z 3 miejscami dotąd, w których sałatki mi naprawdę smakowały. Składniki były świeże i dobrze dobrane a do tego smaczny, pasujący sos. W większości lokali sałatki są niesmaczne. Może to wina mojego gustu i tego, że bardzo krytycznie podchodzę do jedzenia, którego sama nie przygotowałam? Bardzo możliwe, jednak jeśli już za coś płacę to chcę dostać coś najlepszego a nie sałatkę za 20 zł w której jest stary kurczak, nieświeże warzywa i tłusty, niesmaczny sos. Narzekam, wiem ;)

Teraz mam pytanie do Was:
Co wiecie na temat ćwiczeń, które można robić w domu, czy znacie takie, które dobrze wpływają na pozbycie się oponki i brzucha? To mój największy problem, tłuszcz na brzuchu, którego pozbyć się nie mogę. Czytałam sporo w sieci na temat ćwiczeń, ale chciałabym dowiedzieć się coś od ludzi, którym takie ćwiczenia naprawdę pomogły lub kogoś kto się na tym zna :).

Pozdrawiam ;)

Btw, padło pytanie od Kariny jak mi idzie, więc straciłam narazie 1,5 kg. Ważę się codziennie rano po wstaniu (bez śniadania itp). Wiem, że dzienna waga może się wahać nawet do 2 kg jednak mój pomiar jest z dwóch tygodni tzn. dwa tygodnie temu zważyłam się rano i dzisiaj znów rano.


środa, 13 marca 2013

Nareszcie pierwszy dzień!:)

Udało mi się przebrnąć przez zapasu lodówki i pozbyć się ich. Zrobiłam nowe zakupy i zaopatrzyłam się w mnóstwo świeżych owoców, warzyw, serki wiejskie, mleko itp. Same pyszne i zdrowe rzeczy.
Dzisiaj jest pierwszy dzień diety.
Zaczęłam od shake'a z bananów, truskawek i mleka na śniadanie (przepis TUTAJ )

Do tego cudowny, świeżo wyciskany owocowo warzywny sok, który piję codziennie ( przepis TUTAJ )

Natomiast wczoraj na obiad przygotowałam pikantne, pieczone w piekarniku kotleciki z mielonego indyka do tego warzywa na patelnię i dziś i jutro zamierzam je jeść ( przepis TUTAJ )

Na kolację planuję serek wiejski z warzywami i bułkę żytnią.

Ogólnie menu dla mnie jest zachęcające, kolorowe i smaczne :)
Myślę, że może jutro upiekę znów domową "wędlinę" z kurczaka :)

Btw paskudnie, że znów spadł śnieg. Cieszyłam się, że poprawia się pogoda i będę mogła chodzić codziennie na nordic walking ale niestety przy takiej pogodzie to dla mnie niemożliwe :(

Pozdrawiam! :)

Btw 2: trzymajcie kciuki, żebym wytrwała :P

poniedziałek, 11 marca 2013

Mała porażka...

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy wieczór to mała porażka - niestety :(. Wczoraj mieliśmy z M. gościa i piliśmy piwo do 5 rano, natomiast dziś spotkałam się w pizzerii z O. i wypiłyśmy po dwa piwka a ja zjadłam pizze. Co ciekawe przez moment czułam się  dobrze jednak potem przyszły wielkie wyrzuty sumienia... Nie mam zbyt silnej woli niestety.
W najbliższych dniach planuję zrobić klopsiki z indyka w sosie cebulowo-porowym. Robiłam je już kiedyś ale zapomniałam zrobić zdjęcia i wrzucić na bloga.
Dzisiejszy wpis jest krótki, właściwie piszę go tylko po to, aby przyznać się do dzisiejszej i wczorajszej porażki.
Pozdrawiam

niedziela, 10 marca 2013

Dalej dalej dalej...

No i kolejne dni za mną. Kontynuuję zamienianie wysokokalorycznego jedzenia na niskokaloryczne. Wczoraj zrobiłam na śniadanie serek wiejski z warzywami i do tego grzanki z serkiem kanapkowym. Zdecydowałam postawić na dużą ilość białka i warzyw (czyli chude, białe sery, serki wiejskie, wszelkiego rodzaju warzywa oraz drób i ryby). Eliminuję wieprzowinę i wołowinę. Rzadko je jadam więc nie będę widzieć dużej różnicy. Jedyne, czego będzie mi bardzo brakować to kabanosy, które uwielbiam. Jutro planuję zrobić twarożek z cebulką, ogórkiem, papryką i pomidorem. Do tego grzanki.
Ciesze się, że odkryłam w czeluściach rodzinnej piwnicy grill elektryczny, dzięki niemu mam większe pole do popisu w przygotowywaniu potraw. Przywiozłam go do M. bo tutaj jest tylko płyta indukcyjna. Bardzo brakuje mi tutaj piekarnika, w końcu ile można smażyć na patelni, szczególnie takiej, która jest dość mała?
Grill okazał się strzałem w dziesiątkę zrobiłam już na nim sałatkę z grillowanych warzyw z serem feta, tosty francuskie oraz szaszłyki. Linki podam pod koniec wpisu.
Mój przyjaciel miał rację mówiąc mi wczoraj (kiedy wybraliśmy się do Szwejka na piwko i pogaduchy), że zrzucanie wagi poszło by mi lepiej i szybciej gdybym zrezygnowała z alkoholu. Zastanawiam się nad tym od dawna i myślę, że będzie to niezwykle trudne (czyżby alkoholizm? :P). Uwielbiam piwo i wino i ciężko jest mi już wyobrazić sobie spotkanie ze znajomymi bez niego. Zrezygnowałam już z picia alkoholu w domu. Dotąd zawsze do wieczornego filmu lub serialu wypijałam piwko. Teraz piję je tylko jak spotykam się ze znajomymi na mieście, zaś winko kiedy spotykamy się u kogoś w domu. Jeżeli uda mi się zrezygnować z alkoholu zupełnie prawdopodobnie efekty odchudzania będą lepsze.
No i moje najlepsze odkrycie ostatnich tygodni czyli świeżo wyciskane soki! Pyszności. Mój ulubiony to marchew, jabłko, pomarańcza i imbir. Odkąd kupiłam sokowirówkę i sama je wyciskam nie umiem sobie wyobrazić jak to było pić te paskudne, przesłodzone soki z kartonu.
Pozdrawiam i dziękuję za uwagę :)

piątek, 8 marca 2013

Zamieniania ciąg dalszy...

Kontynuuję zamienianie produktów w lodówce :). Dzisiaj jadę do M. więc muszę jakoś przygotować w głowie co mam kupić i ugotować, aby było zdrowe, niskokaloryczne (ale bez przesady, bo M. nie musi się odchudzać ). Jest piątek, więc myślałam o rybach. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w przygotowywaniu ryb. Mój tata jest wędkarzem i jestem przyzwyczajona do świeżo złowionych, panierowanych w mące i smażonych na maśle lub oleju rybach (okonie, płotki, sandacze itp ). Takie ryby ciężko dostać w sklepach, w ogóle nie znam w Warszawie żadnego dobrego sklepu rybnego. Coś wykombinuję :) Może ugotuję warzywa na parze i do tego zrobię rybę duszoną w sosie pomidorowym. Taka mała, prosta wersja ryby po grecku ale mniej kaloryczna bo rybka bez paniery.
Zastanawiam się również czy duża ilość jajek na diecie to dobry pomysł? Piekielnie je lubię i przygotowuję na wiele sposobów (najbardziej lubię jajka w koszulkach ).
M. powiedział, że jeśli będę robiła i jadła sałatki to on razem ze mną. Kurczę miło jest mieć wsparcie, chociaż akurat M. zupełnie nie potrzebuje odchudzania :P
Pozdrawiam ;)

środa, 6 marca 2013

Baby Steps i wizyta w "Dżonce"

Baby steps - jedno z moich ulubionych określeń. Zawsze każdą dietę zaczynałam dość radykalnie. Wyrzucałam wszystko z lodówki co nie pasowało do "fit", kupowałam mnóstwo jogurtów, serków, twarogów, musli, otrębów i innych "zdrowych" rzeczy. Wytrzymywałam 3 dni i znów wracałam do kajzerek, wiejskich kiełbas i szynek i jajecznicy na maśle. Teraz myślę inaczej. Nie wyrzucam wszystkiego z lodówki ale powolutku zastępuje. Pierwszym krokiem jest zamiana sklepowej wędliny na własny, zdrowy i domowy wypiek.

http://tastyplanforlife.blogspot.com/2013/03/eat-fit-pieczona-piers-kurczaka-z.html

Tutaj jest mój własny przepis na pyszną pieczoną pierś z kurczaka idealną na kanapki zamiast klasycznej wędliny.

Zdecydowałam się również na więcej zup. W szczególności lubię zupy kremy, dlatego poniżej prezentuję przepis na zupę krem z zielonego groszku i zielonej fasolki szparagowej. Bardzo smaczny i sycący.

http://tastyplanforlife.blogspot.com/2013/03/zielona-zupa-krem-z-groszki-i-fasolki.html

Powoli będę eliminować z jadłospisu te rzeczy, które są niezdrowe lub sprzyjają tyciu. W planach mam odstawienie zupełnie słonych przekąsek (paluszki, krakersy, chipsy itp ) do których mam ogromną słabość.
Słodyczami martwić się nie muszę, bo jedyne co z nich lubię to lody miętowo - czekoladowe. A i te jadam bardzo rzadko.
Poza tym ograniczenie jedzenia na mieście. Co będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem, ponieważ uwielbiam testować nowe knajpki i lubię kiedy "ktoś" dla mnie gotuje ;). Z tego powodu również zamierzam te niezdrowe potrawy jedzone na mieście zamienić na zupy, sałatki i niskotłuszczowe potrawy. A ponieważ nie od razu Rzym zbudowano to poniżej zrobię małą recenzje miejsca, w którym razem z M. dzisiaj mieliśmy okazję zjeść obiad (lub jak kto woli lunch :P ).

Dżonka to mały bar znajdujący się przy ulicy Hożej. Głównie stołują się tutaj zabiegani biznesmeni lub studenciaki. Ceny są przyjemne, jedzenie naprawdę wysokiej klasy. Bar jest malutki, w środku tylko 6 stoliczków, ciasno jeden przy drugim. Wystrój nie powala, ale też w ogóle nie przeszkadza. Na wstępie powitała nas przemiła obsługa, pani za kontuarem doradziła nam w zamówieniu. Wybraliśmy 4 sztuki Spring Rolls z warzywami (łączna cena 12 zł ), 2 sztuki pałek z kurczaka z sosem czosnkowo sojowym ( łącznie 4 zł ) oraz jako danie główne jedną porcję pierożków mandżurskich na dwie osoby. (normalna porcja to 15 sztuk, my dostaliśmy 16, aby było łatwiej podzielić na dwie osoby (łącznie 16 zł ) oraz dwie mrożone, zielone herbaty domowej roboty (łącznie 10 zł ). Cały rachunek wyniósł nas 42 zł. Jedzenie było naprawdę bardzo dobre. Spring Rollsy chrupiące z pysznym nadzieniem, lekko słodkim od cebuli. Pałki z kurczaka mnie nie zachwyciły chociaż M. bardzo smakowały. Natomiast pierożki mandżurskie przepyszne! W środku nadzienie z mięsa wieprzowego z cebulą, czosnkiem i olejem sezamowym. Naprawdę bardzo smaczne. Nie wiem jak można samemu zjeść porcję 15 sztuk, ja po zjedzeniu 7 ( a pierożki nie są zbyt duże) byłam już zupełnie pełna. Naprawdę polecam to miejsce, może nie zachwyca i nie przyciąga wyglądem ale gwarantuję, że jedzenie mają pyszne :)

Wracając do diety dzisiaj zgrzeszyłam wypijając z K. butelkę pół słodkiego, białego wina :)