Z piękna porą roku przyszła cudowna motywacja, żeby w końcu zmienić to z czym tak ciężko mi walczyć. Długie tygodnie zimy spędzone na zastanawianiu się, rozmyślaniu, analizowaniu. Setki podjętych małych decyzji, małych prób, których nie umiałam doprowadzić do końca. Nie mam pojęcia, czy tym razem cokolwiek się zmieni i uda mi się osiągnąć cel, ale wolę spróbować i ewentualnie żałować, że się nie udało niż nie próbować w ogóle. O co właściwie chodzi? O utratę zbędnych kilogramów, które latami radośnie i bezstresowo zbierałam gotując kaloryczne pyszności, pijąc alkohol i czerpiąc radość z niekończącego się lenistwa. Gdzieś, w którymś momencie ten tryb życia z przyjemności i radości zmienił się we wstyd i smutek. Ten wstyd, z powodu jak wyglądam jest obecnie ogromny. Jednak, zamiast zamartwiać się tym na okrągło, postanowiłam zamienić wstyd w motywację i zmienić to co mi przeszkadza. Zaczęłam kilka tygodni temu od małych kroczków. Zamiast odkładać wszystko na później, co robiłam notorycznie, robiłam wszystko od razu. Mały krok, który powinniśmy robić wszyscy, ja jednak miałam z tym ogromny problem.
Więc... ODCHUDZANIE. Słowo, którego nienawidzę. Chciałabym nigdy nie zmagać się nadwagą i nie musieć "katować" się dieta. Próbowałam różnych od Dukana przez kapuścianą, owocową, niskokaloryczną, niskowęglowodanową itp. Ile pomysłów tyle diet. Niektóre dawały małe efekty, ale mój brak samozaparcia i tak niszczył wszystko. Dzisiaj spojrzałam na galerie metamorfoz na jednym z moich ulubionych blogów ( http://smak-zdrowia.blogspot.com/ ) i nagle mnie oświeciło. Skoro tyle osób może to zrobić, to dlaczego mi ma się nie udać? Motywacja jest najważniejsza prawda? Kiedy doszłam do momentu, że w znanych sieciówkach nie ma już mojego rozmiaru i najwygodniej czuję się w dresach i legginsach, bo nic nie uciska, to zrozumiałam, że to przecież nie problemów sklepów, że produkują za małe ubrania, tylko mój. Bo się spasłam. Dosłownie i brutalnie. Oczywiście ogromny wpływ na moją obecną wagę ma chora tarczyca, ale skoro przyjmuję leki, które unormowały poziom hormonów, to nie mogę już się tłumaczyć chorobą. Dzięki lekom przestałam tyć, ale wagą, którą mam obecnie też sama z siebie nie spadnie. Więc... czas się ogarnąć. Skoro już się uzewnętrzniłam to czas na konkrety :)
Moja wiedza na temat odchudzania, zdrowego żywienia, spalania kalorii itp jest naprawdę obszerna. Zbierałam ją przez kilka lat, konsultując się również z dietetykiem. Wychodzi więc na to, że mam w głowie wszystko czego potrzebuję, aby zacząć nowy, lepszy, zdrowszy i chudszy tryb życia. Niżej wymienię kilka metod, które wykorzystam w trakcie zrzucania kilogramów. To są dla mnie postawy, które stosuje wiele odchudzających się osób, i które są zalecane przez dietetyków. Nie zamierzam stosować jednej, męczącej i nudnej diety. Wolę poświęcić więcej czasu i z długopisem w ręku wyliczać sobie dzienne zapotrzebowanie na kalorie i dzienną ilość kalorii, którą przyswoiłam i spaliłam. Oczywiście bez sportu się nie obejdzie. Na szczęście piękna pogoda mi w tym pomoże. Parę miesięcy temu odkryłam Nordic Walking, który nie dość, że jest bezpiecznym sportem dla organizmu (nie obciąża stawów, co dla osób otyłych jest bardzo ważne). Do tego można go uprawiać na świeżym powietrzu i to nie samemu. Wystarczy zabrać parę kijów, wygodne buty i sportowe ubranie, kogoś z kim można trochę "połazić" i dobre dwie godziny miną zanim się obejrzymy :) .
Obliczyłam, że powinnam dziennie przyjmować nie więcej niż 1600 kcal, aby powolutku chudnąć. Dużo osób decyduje się na drastyczne diety 1000 kcal. To jest za mało kalorii, aby organizm człowieka mógł normalnie funkcjonować. Za mało kalorii, aby zasilić wszystkie narządy wewnętrzne. Do diety nie można podchodzić zbyt radykalnie, bo można zrobić sobie krzywdę.
Moje sposoby, na oszczędność kalorii i wybór zdrowszych produktów na co dzień: (ilość kcal podawana jest na 100g/100ml produktu)
Zamiast masła do kanapek - serki kanapkowe. Masło ma ponad 700 kcal - serki kanapkowe w zależności od producenta od 100 do 300 kcal. Najczęściej serki kanapkowe mają jednak około 230 kcal w 100g.
Zamiast jasnego pieczywa - pieczywo ciemne, pełnoziarniste, razowe, lub chrupkie. Tutaj wprawdzie różnice kaloryczności nie są duże, ale chodzi o różnice w wartościach odżywczych. Ciemne, razowe pieczywo jest zdrowsze. Zamiast białych kajzerek wybierajmy grahamki albo bułki pełnoziarniste.
Zamiast mięsa smażonego w dużej ilości tłuszczu - mięso smażone na patelni teflonowej, grillowej, gotowane na parze, pieczone w piekarniku, duszone. Wybierajmy również mięso chude, drób bez skóry, nie panierujmy w bułce tartej i nie smażmy na maśle, bo w panierkę wsiąka cały tłuszcz. Np: Kotlet schabowy panierowany - 100g/300 kcal z czego przeciętna waga takiego kotleta to około 200g więc łącznie 600 kcal. Kotlet z piersi kurczaka w przyprawach grillowany na patelni grillowej - 100g/100 kcal 0 200g/200 kcal (plus minus kilka kcal w przyprawach, ja ich jednak nie dodaje bo 5 kcal to żadna różnica). Jednak pomiędzy 600 kcal a 200kcal mamy aż 400 kcal oszczędności.
Zamiast wielkiej góry ziemniaków i małej porcji surówki lub sałatki robimy odwrotnie. Troszeczkę dodatków (ziemniaki, makaron, ryż, kasze) i bardzo dużo warzyw (surówek, sałatek, warzyw pieczonych lub gotowanych na parze). Polecam szczególnie warzywa pieczone w piekarniku z przyprawami, są naprawdę smaczne i dobrze zastępują dodatki typu kasze, makarony itp.
Zamiast majonezu w sałatce zróbmy mały trik. Najlepiej było by zrezygnować z niego w zupełności i dodawać jogurt naturalny lub bałkański. Jeżeli nie możemy, bo smak nam nie odpowiada to zmieńmy proporcje np 1/3 majonezu i 2/3 jogurtu naturalnego. Smak będzie zbliżony do majonezowego jednak będziemy mieć dużą oszczędność kalorii.
Zamiast chipsów ziemniaczanych kupowanych w sklepie zróbmy własne. To naprawdę łatwe, wystarczy pokroić ziemniaki w cienkie plasterki, dodać ulubione przyprawy i bez dodatku tłuszczu upiec w piekarniku. Zaoszczędzimy 2/3 kalorii w porównaniu do paczki sklepowych chipsów smażonych w głębokim tłuszczu.
Zamiast frytek z fast foodów, mrożonych czy smażony we frytkownicach zróbmy domowe. Ziemniaki, marchewkę, selera, pietruszkę i buraka pokroić w słupki, dodać przyprawy i bez tłuszczu upiec w piekarniku. Kaloryczność takich frytek będzie tylko kalorycznością samych warzyw a nie tłuszczu ( olej w 100 g ma prawie 900 kcal ).
Zamiast smażonych jajek (jajecznicy, jajek sadzonych na maśle) proponuję robić pyszne jajka w koszulkach (delikatnie wbija się jajko do gotującej się wody z odrobiną octu) albo zdrowe omlety z warzywami smażone na patelni teflonowej bez tłuszczu.
Proponuję wyeliminować wieprzowinę na stałe. Jest to bardzo kaloryczne i tłuste mięso. Zamiast wieprzowiny jedzmy dużo drobiu (kurczak i indyk mają najmniej kalorii) oraz chudą wołowinę. Dla przykładu: karkówka wieprzowa surowa w 100g/270 kcal. Surowa pierś indyka w 100g/84 kcal. Różnica ogromna.
Zamiast sklepowych batonów i ciastek lepiej jest upiec własne z pełnoziarnistej mąki i brązowego cukru. Bez dodatku niezdrowych tłuszczy utwardzonych (które występują w prawie wszystkich batonach i ciastkach na polskim rynku).
Zamiast sklepowych soków lepiej, jeśli posiadamy sokowirówkę, robić własne. Nie dość, że będą tańsze to zdrowsze i smaczniejsze, bo bez dodatku cukru.
Więc, trzymajcie za mnie kciuki. Od jutra rana zaczynam moją walkę z własnym ciałem :)
Paulina trzymam za Ciebie kciuki!!! Ja sama walczę z kilogramami od 7 stycznia tego roku. Mam 29 lat i przy wzroście 164 cm ważyłam 81,5 kg. Spora część kg została mi po porodzie a raczej po "obżarstwie poporodowym". Za 3 dni minie 2 miesiące jak walczę i póki co mam 8 kg na minusie. Nie ćwiczę - ale zamierzam zmienić i to (mam w domu orbitrek) no i nadchodzi wiosna więc będę dużo spacerowała z moim maluszkiem :) Czytając o Tobie miałam wrażenie, że w dużej mierze czytam o sobie... Dużo sił i pomysłów na to co jeść czerpię z bloga Magdy, o którym wspomniałaś. Przede mną jeszcze długa droga i jakieś 14 kg do zrzucenia ale wierzę, że dam radę :) Będę tu często zaglądała i śledziła Twoje postępy :)))
OdpowiedzUsuńRazem damy radę ;) Pozdrawiam Ania.
Dziekuje :) Mysl o tym, ze nie jestem w tym sama i ze sa takie osoby jak TY, ktore tez walcza z samym soba bardzo mnie podbudowuje i motywuje :) Pozdrawiam! :)
UsuńTrzymam kciuki bo sama wiem jak ciężko jest walczyć. Mam 26lat i przy wzroście 178cm zaczynałam w lipcu 2012 z wyższą wagą bo 125,3kg a dziś po 8 miesiącach na liczniku jest 102,5 do celu jeszcze 20kg ale wierzę że się uda, połowa za mną:) zapraszam do mnie na bloga może przydadzą Ci się jakieś przepisy:) Pozdrawiam:) Martyna
UsuńA czy mogłabyś podać mi adres swojego bloga? :) Kiedy wchodzę przez Twoje imie i nazwisko wyswietla mi sie tylko profil google + ;)
UsuńPewnie:) http://zdrowoidietowo.blox.pl/html
Usuń